Wrażenia po radomIT #1
Chciałem napisać o wrażeniach po pierwszym spotkaniu dopiero wtedy, gdy będę miał materiały wideo i od razu je wstawić, ale niestety jeszcze ich nie otrzymałem więc postanowiłem napisać zanim pozapominam co się działo.
Jest czwartek godzina 15:30 zgrywam prezentacje na pendrive’a i wkładam go do tylnej kieszeni. Do pierwszego barcampu zostało jeszcze 1,5 godziny. Powoli zaczynam odczuwać stres ponieważ jako organizator zależy mi na tym by wszyscy uczestnicy byli zadowoleni i pierwszy raz nie okazał się ostatnim.
I już wtedy popełniłem pierwszy błąd. Klucze i pendrive’a włożyłem do tej samej tylnej kieszeni i jak się okazało na miejscu, nośnik uległ zniszczeniu i prezentacje które się na nim znajdowały – przestały istnieć
. Zaczęło się robić nerwowo ponieważ 1 prelegent nie miał przy sobie kopii ponieważ liczył na to, że nie nawale
, ale na szczęście w teatralnej na przeciwko jest wifi więc szybko można było ściągnąć z gmaila wysłaną wcześniej prezentacje.
Ciesze się, że udało się odzyskać prezentacje, ale po chwili dowiaduje się, że inny prelegent jeszcze w ogóle nie zaczął jej robić, a pozostało 30 minut do barcampu, więc nerwy z chwili na chwile coraz większe…
Próbuje skontaktować się z prelegentem, który ma wystąpić jako pierwszy, ale nie mogę się do niego dodzwonić. Po chwili udaje mi się i po krótkiej rozmowie mam obietnice, że spróbuje dojechać na czas, uff odczuwam ulgę.
30 minut do początku, a tu sala praktycznie pusta. Było wtedy chyba 3 prelegentów z 5, ja, urzędnik z kancelarii prezydenta. Myślę sobie, że najwyżej będzie bardzo kameralnie, ale już niebawem przestałem tak myśleć … zastanawiałem się czy się pomieścimy ponieważ z minuty na minute przybywało osób. Chyba na 10 minut przed rozpoczęciem spotkania skończył się miejsca siedzące. Co robić z ludźmi, którzy cały czas napływają? Na szczęście dużo osób widząc brak miejsca zrezygnowało i wróciło do domu
, ale wierze w to, że na radomIT #2 również przyjdą, a wtedy wszystkim zapewnię miejsca.
Kolejny barcamp ma być w resursie, sala na 250 osób więc są szanse, że się pomieścimy
Wybiła 17:00 czas zacząć, ale ludzie cały czas wchodzą i wchodzą, niektórzy nie boją się stać więc ustawiają się po kontach i tam gdzie jest jeszcze wolny jakiś kawałek podłogi, robi się coraz tłoczniej więc wysyłam kolegę by wszedł na scenę i zapowiedział 5 minutowe opóźnienie.
Gdy upłynęły te minuty dla spóźnialskich zaczynam człapać w stronę sceny, niestety po niefortunnym styczniowym wypadzie na narty muszę poruszać się o 2 kulach więc te człapanie zabiera mi trochę czasu.
Wchodzę na scenę, przedstawiam się i mówię krótko o zasadach barcampu i zapraszam pierwszego prelegenta.
Schodzę i analizuje co dalej, kogo mam zapowiadać, patrze drugi prelegent jest gotowy, ale trzeciego nie ma. Jest jeszcze w teatralnej i robi prezentacje. Szybki telefon i dowiaduje się, że właśnie podali mu pizze i będzie za 20 minut. Myślę sobie, że nie ma sensu się przejmować najwyżej zmienimy kolejność prezentacji bo ostatni prelegent cały czas mi mówi, że na pociąg do domu się spóźni jak się spotkanie przeciągnie, więc akurat zamienimy go miejscami ze spóźnialskim
Podczas drugiej prezentacji zorientowałem się, że z tyłu siedzi mężczyzna, który w ręku ma nic innego tylko butelkę alkoholu (i to nie piwa). Z upływem czasu mężczyzna ten coraz śmielej zabiera głos, więc muszę go poprosić, by z pytaniami poczekał do momentu, aż prelegent skończy omawiać zagadnienie i przejdzie do pytań.
Kończy się już jakaś prezentacja, mam wejść i zapowiedzieć kolejnego mówce, więc stoję przy drzwiach i niechcący słyszę rozmowę przez telefon pewnej kobiety. Mówi, że jest w Łaźni na „tym barcampie” i jest tu bardzo fajnie i zachęca swoją rozmówczynie by sama też przyjechała. Jak później się okazało skorzystała z zaproszenia.
Gdy ostatni prelegent skończył odpowiadać na pytania publiczności, podziękował wszystkim za to, że wytrzymali do końca. Nie dziwie się, bo wszyscy przeciągnęli swoje prezentacje i barcamp trwał 2 godziny i 20 minut więc słusznie podziękowania należały się publiczności. Jednak odebrali to oni jako koniec barcamopu i zaczęli się rozchodzić. Zanim dokuśtykałem do sceny i złapałem mikrofon by powiedzieć, że jest coś takiego jak after party połowo zdążyła już wyjść. A wiele straciła ponieważ rozmowy przy soczku trwały dla niektórych do 1 w nocy, ja sam wiele się dowiedziałem podczas tych rozmów.
Dlatego serdecznie zapraszam zwłaszcza do brania udziału w after. Kolejny barcamp zapowiada się 24 kwietnia, ale nie jestem pewien jak to się skończy, czy dalej miasto będzie zainteresowane patronatem i czy zapewni nam odpowiednio dużą sale byśmy się pomieścili.
Już praktycznie mam zamkniętą agendę i za kilka dni będę was informował o tym kto wystąpi w kwietniu.
Jutro mam nadzieje, że wstawię przynajmniej część filmików z pierwszego spotkania, a w ciągu kilku następnych dni opiszę co się działo na after.














